Marek Sobczak
Suwałki żądają dostępu do morza

W 1988 roku, wraz z grupą SDS zorganizowaliśmy w suwalskiej galerii „Pretekst” wystawę „Hello neue socrealizm”, która po szesnastu godzinach została zdjęta przez Służbę Bezpieczeństwa. Po trzech dekadach wracam do tego tematu, gdyż moje rodzinne miasto jest jednym z nielicznych rezerwatów PRL-u – w powiatowym wydaniu. Swoistym rekordem w skali kraju jest – w 2019 roku – trzech komunistycznych tajnych współpracowników we władzach miasta. Dzięki duchowi PRL-u, Suwałki mogą zmaterializować swoją mocarstwową potęgę, choćby pensję prezydenta Suwałk, która przez lata była większa, niż prezydenta Warszawy.
I tak, mocarstwowe Suwałki budują lotnisko dla kilku pasażerów rocznie, choć miasta nie stać na wyremontowanie olimpijskiego basenu dla młodzieży. W Suwałkach także, w trzydziestolecie transformacji, komunistyczny konfident wystawił pomnik Solidarnościowemu Senatorowi, Reżyserowi „Powidoków”. Wcześniej pomysł ukradł, ponieważ większość „inicjatyw” odbywa się na zasadzie: kopiuj i wklej.
Na murach Suwałk, niczym widmo w lustrze, co jakiś czas pojawia się napis: „Suwałki żądają dostępu do morza”. Maluję suwalską wyobrażoną flotę, rdzewiejące marzenia mocarstwowego skansenu, duchy rozkładu PRL-u. Maluję w stylu realizmu socjalistycznego, bo na początku XXI wieku, tylko socrealiści w Suwałkach mogą zrobić karierę (słowa: Suwałki i kariera, to oczywiście oksymoron).

Wszelkie podobieństwo do rzeczywistości zostało zamierzone.

(2019)